Archiwa kategorii: Relacje z biegów

9. PKO Poznań Półmaraton

Decyzja o występie w Poznaniu zapadła niespełna dwa tygodnie przed startem. Udział zawdzięczam swojemu pracodawcy firmie Lidl, który był jednym ze sponsorów tegoż półmaratonu. Z Krakowa wyjeżdżam wczesnym rankiem w sobotę, do Poznania udaję się z Eskadrowiczem-Kazkiem Kwaskiem. Po kilku godzinach meldujemy się w stolicy Wielkopolski i od razu udajemy się po odbiór pakietów. Na miejscu zaliczam kilka wykładów dla biegaczy oraz napotykam znajomych biegaczy z Krakowa i innych części Polski. Po wykładach wpadam na szybki obiad i melduję się w hotelu. Chwila odpoczynku i mały rozruch, jaki nakazał wykonać trener. Pogoda podczas truchtu nie napawała optymizmem, ponieważ Poznań przywitał nas padającym deszczem i dość niską temperaturą. Po treningu szybka kąpiel, relaks i odpoczynek. Niedziela zaczynam wczesnym rankiem. O 6.00 śniadanie i przygotowania do biegu. Za oknem nadal lejący nieustannie deszcz i przeszywający zimny wiatr (temp. zaledwie 5 stopni, a odczuwalna jeszcze niższa).Około 8.00 wyruszamy z zapoznanymi dzień wcześniej Krakusami do biura zawodów gdzie szybko oddajemy depozyt i przygotowujemy się do biegu. Szybka rozgrzewa, wbicie się do swojej strefy startowej i oczekiwanie na wystrzał startera. W strefie obok mnie sami wytrawni biegacze z elita biegu na czele. Tuż przede mną Jacek MEZO Mejer, a obok Kasia Bujakiewicz. Odliczanie do startu, wystrzał startera i ruszam wraz z prawie 12 tys. innych uczestników. Początek strasznie wolny, duży ścisk jednak po kilkuset metrach udaje mi się przebić odrobinę do przodu i zaczynam przyspieszać. Jednak w głowie cały czas mętlik czy aby nie za szybko, czy nie powtórzę błędów z niedawnej Marzanny i czy mimo drobnego urazu nogi zdołam pobiec na miarę swoich oczekiwań! Z kilometra na kilometr biegnie mi się coraz lepiej, staram się trzymać równe tempo. Mimo, że nogi chcą rwać do przodu rozsadek bierze górę i powstrzymuje zapędy. Po około dziesięciu kilometrach przychodzą jakieś czarne myśli, że za chwilę może nastąpić kryzys i jakaś ściana, jednak szybko przypominają mi się słowa trenera-Andrzeja, że ściana to mit i wymysł i że jeśli się jest dobrze przygotowanym, to takie coś nie ma miejsca bytu! Szybko się zbieram w sobie, powtarzam cały czas, że trenowałem ciężko i jestem mocny, przygotowałem się bardzo dobrze i spokojnie dam rade! Spoglądam na zegarek by skontrolować tempo i czas. Jest dobrze! Zaczynam wyprzedzać kolejnych biegaczy, którzy jakby słabli. Ja cały czas biegnę równo swoje i czuje się silny. Wiem ,że jestem w stanie ciągle przyspieszyć, ale nadal czekam z tym na decydujące kilometry. Zbliżam się do dziewiętnastego kilometra słysząc już w oddali spikera na mecie zagrzewającego do jeszcze mocniejszego wysiłku. Postanawiam wrzucić szybszy bieg i zacząć ostro biec! Rywale zostają w Tyle, a ja coraz szybciej i szybciej! Mijam dwudziesty kilometr i zaczynam przechodzić w sprint. Siły jakby coraz więcej, a nogi same rwą do przodu! Jest meta! Zegar pokazuje czas 1.23,52! To dużo powyżej wcześniejszych założeń! Wielka radość z dobrze wykonanego zadania. Mimo, iż cały jestem mokry to bardzo szczęśliwy. Nawet fakt, że nie było życiówki (zabrakło 10 sek.) nie był w stanie powstrzymać mojej radości. Był to jeden z moich najlepszych biegów pod względem taktyki i dyscypliny. Pierwszy raz to ja kontrolowałem bieg, a nie przypadek. Po biegu szybki powrót do hotelu, kąpiel obiad i powrót do Krakowa. Dziękuje wszystkim za super doping ten wirtualny i trzymanie kciuków! Super się biegnie wiedząc, że mimo iż jest się na trasie biegu „samemu”, ktoś tam Cię dopinguje.

Sylwester Augustyński

This slideshow requires JavaScript.

23. Bieg Uliczny im. Wojciecha Korfantego w Katowicach wg Wojtka

Gdy 14 lutego odezwała się moja łydka, nie wziąłem tego sygnału na poważnie. Błąd.
Gdy 21 lutego, po 25-kilometrowym niedzielnym wybieganiu, moja łydka powiedziała STOP, poddałem się na długie (prawie) cztery tygodnie.
Ratunkiem miała być cierpliwość i fizjoterapia. Z tą cierpliwością bardzo było ciężko, rozsądek walczył z lekkomyślnością. Tę wojnę ostatecznie wygrał.
Po kilku dniach szurania nogami po asfalcie w końcu 17 marca wróciłem do nieco szybszego biegania. Zwiększałem prędkość (schodząc nawet do prędkości 3:00min/km, zwiększałem dystans (nawet do 30km) , zwiększałem obciążenie treningu. Łydka próbowała jeszcze ze mną dyskutować, ale nie miała już argumentów. Przecież była wyleczona.

I nadszedł 16 kwietnia 2016
XXIII Bieg Uliczny im. Wojciecha Korfantego (10km)

Ten bieg miał powiedzieć wszystko.

Czytaj dalej 23. Bieg Uliczny im. Wojciecha Korfantego w Katowicach wg Wojtka

Półmaraton Wojtka w Oleszycach 2016

3-ci Oleszyce Półmaraton według Wojtka Pietrzyka.

Krótko i zwięźle.
Zachęcony udanym występem przed rokiem, ponownie wybrałem się na wschód do Oleszyc
Dystans 21,097 km. Startujemy.
Obserwuję faworytów, którzy rozpędzają się bardzo wolno, a ja się ich trzymam. Wyskoczyłem na moment na przód i przez pół minuty czułem się liderem. Pierwsze kilometry ledwo poniżej tempa 4 min/km (większość leśną drogą). W końcu wraca asfalt. Trzech ścigaczy włącza wyższy bieg schodząc z prędkością na pułap 3:30min/km. Jeszcze nie dziś – pomyślałem i wraz z Mateuszem zostajemy nieco z tyłu. Nie obijamy się jednak. Tempo poniżej 3:40 to do niedawna był dla mnie półmaratoński kosmos. Ale nie dziś.
Nieco za półmetkiem zrywa się jednak wiatr i nogi obracają się nieznacznie wolniej , ale nie tylko nam. Trzeci w stawce jest dwieście metrów z przodu. Na piętnastym kilometrze postanowiłem spróbować pogoni. Starałem się bardzo, ale on też się mocno starał. Ja miałem moc, ale on też ją jeszcze zachował. I choć chęci były wielkie, nie dogoniłem, wbiegając na metę jako czwarty z czasem 1:18:34 ze stratą 15 sekund do podium. Wynik sprzed roku poprawiony o 40 sekund, choć warunki trudniejsze. Zwycięstwo w kategorii i nie byle jaka „Walentynkowa” statuetka w nagrodę.
Już planuję przyjazd w to miejsce za rok.

2-gi Zimowy „Maraton” Bieszczadzki 2016

Przedstawiamy opis ZiMB 2016 według Tomka Sipiery.

Cisnąć w Cisnej

Takie założenie było Andrzeja, który był świeżo po obozie w Kościelisku oraz moje – osobie, która na obozie nie była (niestety), ale była przygotowana treningami prowadzonymi przez wymienionego wcześniej trenera.
Nie wiem jakie było wyobrażenie Andrzeja o trasie, ale ja zgłaszając się na bieg, oczyma wyobraźni widziałem piękne Bieszczady, bardzo dużo śniegu i temperaturę oscylującą w okolicach -3 stopni.
Jak było naprawdę, będzie poniżej.
Operacja Cisna rozpoczęła się na jednym z krakowskich osiedli, gdzie główny dowodzący „operacją” – trener Andrzej zamieszkuje ze swoją małżonką i synkiem. Czytaj dalej 2-gi Zimowy „Maraton” Bieszczadzki 2016