Wszystkie wpisy, których autorem jest pawos

IMG_2045

Relacja Andrzeja Lachowskiego z maratonu w Xiwuqi

Blisko rok upłynął od mojej wizyty w Azji. Pierwszy wyjazd poza Europę zakończył się sukcesem z rekordem trasy. W tym roku jechałem tam głównie po medal, ale również po zwycięstwo i powtórzenie miejsca uzyskanego rok wcześniej. Tradycją już jest, że twarz zwycięzcy z poprzedniego roku widnieje na wszystkich medalach za ukończenie. Dotarłem bardzo sprawnie do Pekinu, po blisko 14 godz. od momentu wejścia na pokład samolotu w Krakowie. Podczas lotu miałem mnóstwo pomysłów jak rozegrać bieg, co zrobić, ale bardzo martwił mnie kaszel, którego nabawiłem się kilka dni wcześniej na biegu podczas szalejącej burzy. Myśl i ostatnie słowa żony Dagmary i synka Patryka napawały optymizmem, ponieważ trzymali za mnie kciuki i z utęsknieniem czekali na dobre wieści.

Wracając do samej podróży. Na lotnisku oczekiwał mnie Mariusz z Polskiej Ambasady – bardzo fajny człowiek, mistrz organizacji oraz z samej rozmowy mogę stwierdzić ,że odpowiedni człowiek na piastowanym stanowisku :). Po zakwaterowaniu w hotelu w Ambasadzie kilka godz. snu i trening na „świeżym” powietrzu. Straszny ukrop. Po 6 km czułem się jak po 15. Nie było czym oddychać, wróciłem  jakby na mnie wiaderko wody wylał. Co gorsze, klimatyzacja w samolocie spotęgowała kaszel.

Następnego dnia podróż samochodem do Xiwuqi. Ponad 800 km. Dołączył się do nas Karol, dla którego był to debiut maratoński. Po ponad 9 h. dotarliśmy na miejsce. Krótkie spanie, ponieważ o 3 w nocy ( tamtejszego czasu) rozpoczął się mecz Polska-Portugalia, więc trzeba było obejrzeć.

Piątek był dniem wypoczynkowym. Krótki trening, odebranie pakietu startowego itp. Wieczorny spacer po miejscowości, która liczyła prawdopodobnie blisko mln. mieszkańców. Na szczęście z uśnięciem nie było problemu. O to się obawiałem, ponieważ rok temu nie zmrużyłem oka przed startem, jednak w tym roku los szykował mi coś fajniejszego 🙂

Ustawienie na starcie i zerknięcie na tętno nie wróżyło sukcesu. Pomyślałem wtedy, że to może coś z paskiem, zobaczymy. Start usytuowany kilometr od startu ostrego, ale zawodnicy jakoś tego nie zrozumieli i ruszyli dość ostro. Popatrzyłem po przeciwnikach i zauważyłem kilku reprezentantów Mongolii, w ich strojach kadrowych. Pomyślałem, że nie będzie łatwo, tym bardziej, że tętno wskazywało, że wchodzę w beztlen. Stwierdziłem, że biegnę spokojnie za nimi i trzymam tempo dla mnie komfortowe. Pierwsze 5km pokonaliśmy w 19 min, to jak na bieg praktycznie pod górkę było ok.

Zostało nas 5.
Jeden z Chińczyków szarpnął po 5km i odłączył się na jakieś 30 metrów.
Po 2 kilometrach doszedłem go z jego kolegą i wtedy zacząłem nadawać tempo. Udało się zgubić dwóch reprezentantów Mongolii i za kilka kilometrów jeden z Chińczyków też zaczął odpadać.

Z moim tętnem nie było najlepiej, ale nogi dawały radę. Wyśmienicie się biegło do 20km, później zmęczenie dawało w kość, ale najgorsze były sygnały w łydkach, że jest coś nie tak. Jakieś delikatne stany podskurczowe, ale to wszystko jest do przezwyciężenia. Na 24 km mieliśmy już blisko 100m przewagi nad trzecim zawodnikiem. Wspomnianych zawodników z Mongolii nie było widać, a widoczność była znakomita. Wtedy noga pierwszy raz odmówiła posłuszeństwa i na zbiegu złapał mnie skurcz. Siłą rzeczy musiałem zwolnić i oglądałem oddalającego się ode mnie mojego towarzysza. Dość szybko straciłem i 2-gą pozycję, ponieważ spowolnienie o ok. 30 sek/km było dość znaczne, tym bardziej, że w moim wykonaniu już do końca był to bardziej marszobieg niż bieg, abym tylko mógł truchtać, a i to było problemem. Moje najgorsze myśli spełniły się, ponieważ nie ma nic gorszego jak problemy zdrowotne już w tak wczesnej fazie biegu. Na 32 km zauważyłem czwartego zawodnika i pomimo chęci nie udało mi się od niego uciec. W momencie kiedy mnie wyprzedził moja prędkość była tragiczna. Jak udało mi się biec nadrabiałem nad nim, ale te moje wycieczki biegowe trwały max. 500-600m i znów 100m marsz. Walka była, ale ze sobą. Kilometry bardzo powoli schodziły, ale do mety dotarłem biegiem. Założono mi medal po który przyjechałem. 🙂

Zakończyłem rywalizację na 4 miejscu. Czas 2:57,44 słabszy o 18 min od mojego ubiegłorocznego rekordu trasy, którego nie zdołał pobić tegoroczny zwycięzca.

Powrót do hotelu i przemyślenia, co się stało i dlaczego.
Tak wiele mówię swoim podopiecznym, że nie należy biegać, jak się jest chorym, ale jednocześnie przecież nie czułem się źle.
Myśli kłębiły się w głowie. Czwarte miejsce też nie jest złe, mogło być gorzej. Organizmu nie oszukasz, trzeba się wyleczyć i iść dalej, jest nauczka, doświadczenie, którego nikt mi nie da.

Kąpiel i powrót na metę w oczekiwaniu na moich towarzyszy. Po 30 min oczekiwania, na długiej prostej zauważyłem Karola, dla którego był to debiut. 4:22 to jego czas. Mariusz przybył na metę 9 min. później.
Bardzo dobrze wyglądali, szczęśliwi i zachwyceni organizacją.

Trasa nie jest łatwa, cały czas bieganie w trawie, po łąkach, ciągle w słońcu, drzew nie widać, ponieważ tam nie ma drzew 😉 Start o 7 rano, czyli o 1 w nocy czasu polskiego. Temperatura dochodząca do 25 stopni, ale za to wiatr, który skutecznie pozwala zapomnieć o słońcu i temperaturze.

Dziękuję ekipie Ambasady Polski za wspaniałe przyjęcie, Mariuszowi za organizacje i opowieści o tamtejszej ludności, zabytkach, oraz zwyczajach. Karol już obiecał startować w kolejnych maratonach, więc można śmiało napisać, że jest nasz 🙂

Startujemy

To początek, start strony naszej biegowej grupy, ale i nie tylko. Na stronie można zobaczyć logo zaprojektowane przez Artura. Widać też nazwę naszej wspólnej grupy. Nie zapominajmy jeszcze o naszych nowy koszulkach.

Koszulki już nie mogą się doczekać porannego treningu

 

Te małe kroki sprawiają, że stajemy się widoczni, bardziej konkretni i nazwani.,  choć biegamy razem nie od dziś, i minęło już wiele wspólnych treningów, a także i zawodów. Te małe rzeczy mają pozwolić nam lepiej się komunikować między sobą, powiedzieć to kim jesteśmy innym. Wszystko inne czyli dużo zabawy, chęci, mobilizacja pozostanie tak samo pozytywne, a może nawet bardziej.

Dziś, gdy piszę te słowa wiem, że niektórych czeka  sobotni trening, dlatego też życzę wam radosnego treningu.